Facebook

Na ścieżkach Mioricy - Stanisław Figiel

 

Wyd: Warszawska Firma WydawniczaISBN: 978-83-7805-609-6

Książka jest zaproszeniem do Rumunii, do wędrówki nie do końca obiektywnej i beznamiętnej. Zawiera kilkanaście opowieści, które są retrospektywnymi wizjami z blisko trzydziestu podróży autora do tego kraju. Niekiedy realia historyczne i topograficzne mieszają się z fantazją.
To zaproszenie na symboliczne ścieżki Mioricy, przełożone na konkretne drogi, miejsca, zjawiska, ludzi, których poznanie pozwala zrozumieć ducha tego kraju i narodu.
Tytułowa Miorica to literackie imię rumuńskiej... owieczki i jednocześnie tytuł archetypu rumuńskiej literatury ludowej, średniowiecznej ballady spisanej dopiero kilka wieków później, stanowiącej dziś kanon kultury rumuńskiej. „Miorica” to istotne źródło wiedzy o mentalności społecznej Rumunów, ich narodowym duchu, filozofii życiowej, specyficznym podejściu do otaczającej ich rzeczywistości, życiu w symbiozie z przyrodą i odwiecznymi prawami natury, której człowiek jest integralną cząstką.

Książka pod patronatem wydawnictwa Dookoła Świata i Poznaj Świat.

Wyd: Warszawska Firma Wydawnicza

ISBN: 978-83-7805-609-6

Książka jest zaproszeniem do Rumunii, do wędrówki nie do końca obiektywnej i beznamiętnej. Zawiera kilkanaście opowieści, które są retrospektywnymi wizjami z blisko trzydziestu podróży autora do tego kraju. Niekiedy realia historyczne i topograficzne mieszają się z fantazją.
To zaproszenie na symboliczne ścieżki Mioricy, przełożone na konkretne drogi, miejsca, zjawiska, ludzi, których poznanie pozwala zrozumieć ducha tego kraju i narodu.
Tytułowa Miorica to literackie imię rumuńskiej... owieczki i jednocześnie tytuł archetypu rumuńskiej literatury ludowej, średniowiecznej ballady spisanej dopiero kilka wieków później, stanowiącej dziś kanon kultury rumuńskiej. „Miorica” to istotne źródło wiedzy o mentalności społecznej Rumunów, ich narodowym duchu, filozofii życiowej, specyficznym podejściu do otaczającej ich rzeczywistości, życiu w symbiozie z przyrodą i odwiecznymi prawami natury, której człowiek jest integralną cząstką.

Książka pod patronatem wydawnictwa Dookoła Świata i Poznaj Świat.

„Raz zdarzyło się, a było to już na początku lat dziewięćdziesiątych, a więc po przemianach politycznych w tej części Europy, że wjeżdżałem na rumuńską Bukowinę od strony ukraińskiej samochodem czyli, wynajętym mikrobusem, przez główne przejście drogowe Porubnoje – Siret. Po spędzeniu dwudziestu dwóch (!) godzin w kolejce na przejściu po ukraińskiej stronie i przeżyciu równie drobiazgowej, co korupcjogennej kontroli służb ukraińskich, powiedziałem sobie: „nigdy więcej tą trasą! ”. I od tej pory każdy mój wjazd na Bukowinę, a było ich jeszcze chyba ponad dziesięć, odbywał się od zachodu, od strony Siedmiogrodu, z przejazdem przez Słowację i Węgry. Ale wtedy ta podróż samochodowa do Rumunii przez Ukrainę miała jeszcze jeden skutek. Po przejechaniu fatalnymi drogami przez bałaganiarską, brudną, biedną, skorumpowaną i nieprzyjazną zachodnią Ukrainę, po przekroczeniu granicy, rumuńska Bukowina wydała się krainą mlekiem i miodem płynącą, rzeczywiście dulce, oazą spokoju, porządku i malowniczości, a drogi – prawie, powiedzmy, idealne. Od następnego razu Bukowinę już zawsze witałem na przełęczy Prislop w głównym grzbiecie karpackim. Przekracza ją szosa prowadząca przez północną Rumunię z zachodu na wschód – od granicy węgierskiej aż do Suczawy. Prislop to szczególnie malownicze i bardzo karpacko-rumuńskie miejsce. Przełęcz ta rozdziela atrakcyjne dla turystów góry Rodniańskie od równie ciekawych i dzikich gór Marmaroskich, ale przede wszystkim, stanowi górskie przejście z siedmiogrodzkiego Maramureszu do mołdawskiej Bukowiny po wschodniej stronie Karpat. Zawsze zatrzymywałem się w tym magicznym miejscu i oglądanie dookolnej górskiej panoramy kończyłem na wschodniej stronie, gdzie strome, zalesione zbocza opadają w głęboką dolinę Złotej Bystrzycy, jednej z najbardziej malowniczych rzek wschodnich Karpat. Rozległe serpentyny sprowadzają z grzbietowych hal na dno źródłowego odcinka doliny. I tak już zawsze zaczynała się podróż przez środek Bukowiny, z zachodu aż do wschodnich rubieży za Suczawą. Dolina z początku jest dość wąska, w większości zalesiona, ale z drogi widać, jak po jej południowej stronie piętrzą się wyniośle grzbiety wschodniej części gór Rodniańskich z dwutysięcznikami w głównej grani. Po prawej, pomiędzy drogą a nurtem rzeki, otwierają się urokliwe nadbrzeżne polanki zachęcające do biwaku, z czego zwłaszcza latem, nierzadko korzystają przejeżdżający tą trasą turyści. Malowniczy krajobraz coraz bardziej przypomina karpackie pejzaże z dolin w naszych Beskidach czy niższych partiach Tatr. Po kilku kilometrach terenów odludnych pojawiają się pierwsze śródgórskie osady drwali, leśników i... koszary strzelców górskich, a potem urzekające architekturą drewnianych, bogato zdobionych zagród – bukowińskie wioski. Po kilkudziesięciu kilometrach, na skraju górniczego miasteczka Iacobeni, szosa rozwidla się. Na wprost, w dół doliny można jechać do niedalekiego, postaustriackiego kurortu Vatra Dornei. Ale to urokliwe, przypominające naszą Krynicę miejsce, odwiedzałem najczęściej w drodze powrotnej z Bukowiny. Jadąc od Prislopu, wybieram przeważnie wariant w lewo, gdzie główna droga dość łagodnie wspina się na pobliską przełęcz Mestecaniş rozdzielającą grzbiet Obcinę o tej samej nazwie i najwyższy w tym rejonie masyw Giumalǎu. Okolice przełęczy są w większości bezleśne, miejsce jest widokowe i szczególnie malownicze. Na samej przełęczy, przy drodze, stoi okazały kamienny krzyż poświęcony bohaterom i ofiarom I wojny światowej oraz sympatyczny zajazd. Zawsze się tu zatrzymuję, zamawiam mici i piwo, które niespiesznie konsumuje na frontowym tarasie, kontemplując górskie widoki i dulcebukowiński krajobraz. Ale jeszcze bardziej urzekające widoki pojawiają się przy zjeździe z przełęczy na wschodnią stronę, do doliny Moldovy. Wstęga ambitnych serpentyn opadających po bezleśnym, ozdobionym gdzieniegdzie świerkowymi zagajnikami, stromym zboczu, linia kolejowa, która z znienacka wychodzi z tunelu pod przełęczą, pogrodzone woryniami i upstrzone szałasami stokowe łąki i pastwiska, malownicze wioski w bocznych dolinkach. Na dno doliny zjeżdża się koło dużej wsi Pojorita, ponad którą górują dwie bliźniacze, stromo wyeksponowane „kopki” nazwane Adam i Eva. Krajobraz w bezpośredniej okolicy przypomina najpiękniejsze partie naszych Beskidów tylko jeszcze... wielokroć bardziej malownicze, urokliwe, słodkie… Gdy jechałem tędy po raz pierwszy, zapominając na chwilę o widzianych rok wcześniej słynnych bukowińskich malowanych klasztorach, pomyślałem, że to właśnie z tego krajobrazu musiało się wziąć określenie „Dulce Bucovina”. Dalej droga prowadzi do pierwszego, całkiem sporego bukowińskiego miasteczka – Câmpulung Moldovenesc. Rozciąga się ono wzdłuż doliny na przestrzeni kilku kilometrów i zwraca uwagę ciekawą mieszaniną postaustriackiej secesyjnej urzędniczo-wojskowej zabudowy i całkiem stylowymi i przyzwoitymi narodowymi blokami z epoki wczesnego Ceauşescu.

Za Câmpulungiem zaczyna się rejon środkowej Bukowiny, najbardziej bogaty w zabytki architektury i sztuki oraz unikalne pamiątki historyczne. To tu odkrywałem kolejno – wcześniej podglądane w albumie – słynne malowane, i nie tylko te, monastyry, od lat siedemdziesiątych będące pod opieką UNESCO i później wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego. Te najpiękniejsze i najcenniejsze znajdują się w okolicach miasteczka Gura Humorului. Jadąc właśnie od zachodu, jako pierwszy można odwiedzić monastyr Moldoviţa, położony w górnej części dolinki o tej samej nazwie, z urokliwymi nadbrzeżnymi łąkami, przypominającymi nieco rejon doliny Popradu w naszym Beskidzie Sądeckim. Ten pięknie położony malowany klasztor, w moim prywatnym rankingu zajmuje zdecydowanie drugie miejsce. Ubolewam tylko nad tym, że znajdujący się bezpośrednio za jego wschodnimi murami wzgórek, od lat zarasta półdzikim sadem. Uniemożliwia to podziwianie kompleksu klasztornego i jego otoczenia od góry. Jest jeszcze jeden wyjątkowy szczegół, który w Moldoviţy budzi mój podziw i zainteresowanie. Na klasztornym dziedzińcu, pomiędzy zaułkiem murów obronnych a wspaniałą malowaną cerkwią, stoi okazała bukowińska studnia z pięknie rzeźbionym gontowym daszkiem i takim kołowrotem. Do tego stylowy czerpak i oczywiście wyśmienita woda. Piękna architektura, starannie odrestaurowanej, pokrytej unikalnymi malowidłami cerkwi jest niemiłosiernie obfotografowywała przez turystów, ale żadne ujęcie nie może równać się z widokiem na kolorową ścianę właśnie poprzez tę drewnianą studnię.” © Stanisław Figiel 2013

Zaloguj się, by skomentować
Go to top
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

  I accept cookies from this site.
EU Cookie Directive plugin by www.channeldigital.co.uk